Marzenie łodzian
O takiej hali Łódź marzyła od lat . O jej budowie mówiło się jeszcze przed wojną. Owszem Łódź, miała halę sportową przy ul. Łąkowej, jednak nie dorównywała klasą tej, która miała powstać w okolicach al. Politechniki. Tym bardziej, że w 1946 roku istniejącą halę przekazano na potrzeby powstającej właśnie Wytwórni Filmów Fabularnych w Łodzi i zamieniła się w filmowe atelier. W niej potem kręcono sceny do pierwszego powojennego filmu „Zakazane piosenki”.
Tymczasem nowe władze miasta zaczęły mówić o budowie nowej hali. Już w marcu 1946 rok Rada Miasta Łodzi podjęła decyzje, że taki obiekt powstanie. Trzy miesiące później, w czerwcu w Warszawie odbyła się konferencja poświęcona budowie hali w Łodzi. Prace przy jej wznoszeniu rozpoczęto wiosną 1947 roku.
Postanowiono, że hala zostanie wybudowana na pięciohektarowym obszarze, który wyznaczały obecne ul. Skorupki, Gdańska i al. Politechniki. Projektował ją inżynier Witold Prochaska z Politechniki Gdańskiej. Budowę zaczęła firma „Fr. Martens i Ad. Daab”. Zastosowano przy niej nowoczesne rozwiązania. Na przykład ożebrowanie hali ustawiono na ruchomym rusztowaniu przesuwanym na specjalnych szynach. Miało to obniżyć koszty inwestycji, a także sprawić, że hala zostanie szybciej oddana do użytku. Jak rozpisywała się łódzka prasa do budowy użytodwa żelbetonowe paraboliczne, trój przegubowe łuki. Miały 72,5 metra rozpiętości, były wysokie na 26,5 metra. Technologia budowy polegała na tym, że łuki betonowano. Wykonywano też zabezpieczające stalowe ściągi u ich podstawy. Umieszczono je na głębokości 1,5 metra pod ziemią. Jeden łuk betonowano przez tydzień, potem trzeba było czekać około miesiąca. Łuk musiał wyschnąć, beton stężeć. Pod koniec lata 1949 roku były gotowe już dwa takie łuki. Niedługo potem rozpoczęła się operacja ich przesuwania.
- Rusztowanie przesuwano z prędkością siedmiu metrów dziennie! - informowała z dumą ówczesna łódzka prasa.
Potem pisano, że w marcu 1950 roku gotowych było już sześć łuków hali. Rozpoczęto zakładanie sklepienia, które składało się z prefabrykowanych, żelbetonowych panwi.
Skomplikowana budowa
O tym jaki był to ogrom prac pisał w marcu 1950 roku „Głos Robotniczy”
- Dla zilustrowania czytelnikowi ogromu prac, może służyć na przykład fakt, że całość konstrukcji pochłonie około 5 tys. ton betonu, to jest około 330 wagonów kolejowych – czytamy w „Głosie Robotniczym”. - Samo zaś drewniane rusztowanie, które widzimy w chwili obecnej na placu, waży do 700 ton (…) zużytkowano drzewo z 5 hektarów lasu
Budowa hali trwała dziewięć lat, ale z przerwami. Najdłuższa wyniosła blisko dwa lata. Było to w 1950 roku. Zabrakło środków na inwestycje. Na szczęście po jakimś czasie pieniądze się znalazły i budowę hali wznowiono. Były też problemy z murarzami. W Łodzi ich brakowało. Wielu z nich po wojnie przeniosło się na Śląsk. Tam bowiem mieli dobrą pracę i pieniądze.
Budową hali żyła cała Łódź. Szybko stała się jej wizytówką i dumą łódzkich notabli. Na jej budowę zabierali dygnitarzy z Polski i zagranicy. Jak buduje się hala w towarzystwie Michaliny Tatarkówny – Majkowskiej, pierwszego sekretarza Komitetu Łódzkiego PZPR oglądał między innymi marszałek Klement Woroszyłow, który był przewodniczącym Rady Najwyższej ZSRR. Na budowie gościł też premier Józef Cyrankiewicz.
Inne plany i mieszkania
Maciej Tracz, instruktor Miejskiego Ośrodka Sportu i Turystyki, który ma swoją siedzibę właśnie w Hali Sportowej, oglądał jej plany. Widział jak przez lata się zmieniały.
- Na początku hala wyglądała inaczej, była prosta, bardziej ascetyczna – opowiadał Maciej Tracz. - W latach pięćdziesiątych XX wieku pojawiły się nowe projekty, w duchu socrealistycznym. Na bryle hali miały się pojawić jakieś rzeźby, płaskorzeźby. Pozostało to jednak tylko w planach.
Na początku lat pięćdziesiątych planowano między innymi, że w hali będzie też sala teatralna oraz bursa dla dziewcząt i chłopców. Ale pozostawiono mieszkania dla pracowników, który znajdowały się na parterze, w każdym rogu hali.
- Te mieszkania zlikwidowano dopiero kilka lat temu – dodaje Maciej Tracz. - Mieszkali w nich byli pracownicy hali.
Schrony dla VIP-ów
Halę budowano w latach tzw. zimnej wojny. Wizja konfliktu zbrojnego, nawet nuklearnego była wtedy blisko. Nic więc dziwnego, że hala ma podziemia, a w nich schrony. Ciągną się pod nią, w jej obrysie. Jak zapewnia Maciej Tracz schrony miały chronić jak największą liczbę osób znajdujących się w hali oraz w jej pobliżu. Zbudowano je dla ludności i dygnitarzy partyjnych.
- Są specjalne pomieszczenia dla VIP-ów – wyjaśniał Maciej Tracz, który nie jeden raz odwiedzał schrony. - Oddzielono je od reszty metalowymi, pancernymi drzwiami. Są gazoodporne. Gdy zamknie się je od wewnątrz to nikt z zewnątrz ich nie otworzy. W środku zainstalowano wentylacje, która zachowała się w niezłym stanie. Są urządzenia do filtracji powietrza.
W schronie dla VIP-ów znajdowała się centrala telefoniczna, towarowa winda, a także łazienka. Schrony mają bardzo mocne stropy. Nawet, gdyby zawaliła się hala to im by się nic nie stało.
- Zrobiono nawet specjalne podziemne przejście, którym można wyjść poza teren hali – dodaje pan Maciek. - To na wypadek zawalenia hali.
W hali znajdowały się też pokoje hotelowe. Nie miały jednak wielkiego komfortu. Mieściły się pod trybunami, nie miały okien, łazienek. Ale mogli się w nich zatrzymywać sportowcy, których gościła hala.
Mecz bokserski na otwarcie
Hala została otwarta 1 października 1957 roku. Wtedy rozegrano w niej mecz bokserski Polska – NRF. W składzie polskie reprezentacji były takie bokserskie gwiazdy jak Kazimierz Paździor, Tadeusz Walasek czy Leszek Drogosz. Ubolewano, że do Łodzi nie przyjechał Zbigniew Pietrzykowski. „Dziennik Łódzki” pisał, że po meczu w Hali Sportowej polscy bokserzy pójdą na obiad do hotelu „Orbis”, a potem rozjadą się do domów.
- Natomiast bokserzy z NRF pojadą do Warszawy na bankiet, taką niefortunną decyzję podjął Polski Związek Bokserski – podawał „Dziennik Łódzki”.
W hali mecz bokserów oglądało około 10 tysięcy ludzi. Przed wejściem ustawiały się kolejki sięgające ulicy Radwańskiej.
- Drugie 10 tysięcy ludzi stało przed halą – dodawał Maciej Tracz. - Podobno bilety milicjanci sprawdzali już w okolicy ul. Radwańskiej, a wszystko po to, by nie doszło do zamieszek..
Największa hala w Polsce
Hala Sportowa wzbudziła wielkie zainteresowanie. Była bowiem największą takim obiektem w Polsce. Mecze hokeja, bokserów czy koszykówki bez problemów oglądało około 8 tysięcy ludzi.
- A propaganda PRL-u przekonywała, że to największa i najnowocześniejsza taka hala w Europie – zauważał Maciej Tracz. - Co nie do końca było prawdą.
Natomiast Sebastian Glica, były kierownik Oddziału Sportu i Rekreacji Muzeum Miasta Łodzi twierdził, że nie można zapominać o jednym. Hala ta miała być przede wszystkim lodowiskiem.
- I była pierwszy polskim zakrytym sztucznym lodowiskiem – wyjaśniał nam. - Sztuczne lodowisko nazwane Torkat. Wybudowano je jeszcze w latach międzywojennych, ale nie był kryte,
Produkowała lód konsumpcyjny
Już na początku września otwarto Przedsiębiorstwo Państwowe Łódzka Hala Sportowa. Co ciekawe hala miała służyć nie tylko do organizacji imprez rozrywkowych, sportowych czy wynajmowania sprzętu.
- Hala miała również produkować lód konsumpcyjny – dodaje Maciej Tracz. - W tamtych czasach nie było lodówek, więc produkowano tafle lodu, które służyły do przechowywania między innymi mięsa, innych artykułów spożywczych. W hali taki lód można było kupić.
Hala miała arenę liczącą 30 metrów szerokości i 60 metrów długości. Jest trochę obniżona w stosunku do otaczającego terenu. Na widowni może zasiąść 7 tys. 500 osób, ale dodatkowe 3 tys. 200 miejsc wygospodarowano na balkonie i arenie.
Tłumy na meczach hokeja
Każda impreza organizowana w hali cieszyła się wielkim zainteresowanie. Tłumy przychodziły na mecze hokejowe Łódzkiego Klubu Sportowego. W prasie dziwiono się, że nawet mecz tenisa stołowego między Polską a Chinami obejrzało ponad 3 tysiące widzów.
Kiedy w hali rozgrywano inne imprezy niż mecze hokejowe czy zawody w łyżwiarstwie figurowym lodowej tafli nie rozmrażano. Tylko przykrywano ją parkietem. Tu w maju 1958 roku rozegrano mecze Mistrzostw Europy w koszykówce kobiet.
Trudno wymienić wszystkich, których gościła łódzka Hala Sportowa. Służyła bowiem nie tylko sportowcom. W 1959 roku w łódzkiej hali koncert dawał będący u szczytu popularności zespół „Rhytm and Blues”, którego solistą był idol ówczesnej młodzieży, głównie dziewczyn, Michał Burano. W naszej łódzkiej hali śpiewał cieszący się w Polsce niesamowitą popularnością włoski piosenkarz Marino Mariniego. Jego fani prawie zdemolowali biuro w którym sprzedawano bilety na jego koncert. Potem w nocy koczowali przed halą, by zająć miejsce jak najbliżej sceny.
"Krzyżacy" , "Czterej pancerni" i "Isaura"
W 1960 roku łódzki Pałac Sportu zapełnił się po brzegi podczas pokazu „Krzyżaków” Aleksandra Forda. Trzy lata później tłumy witały Walentinę Tiereszkową, pierwszą kobietę, która poleciała w kosmos. W 1964 roku łodzianie, a także goście z innych miejscowości razem z Paulem Anką śpiewali słynną „Dianę”. Tu występowało też polskie „Mazowsze”. Podczas koncertu tego zespołu rozpętała się burza z deszczem i woda kapała na scenę. W 1977 roku publiczność w hali zabawiał Afrik Simon ze swoim przebojem „Ramaya”. Potem śpiewał tu Shakin Stevens.
W latach sześćdziesiątych hala gościła bohaterów „Czterech pancernych i psa”. Przejechali na czołgu od Placu Wolności. Przed halą zeszli z niego, a tłum na rękach wniósł ich do środka. W 1985 roku z łodzianami spotkali się w niej bohaterowie bijącego rekordy popularności serialu „Niewolnica Isaura”. Rubens de Falco i Lucelia Santos do Łodzi przybyli 26 maja, a więc w Dniu Matki. Ich wizytę relacjonował dla Polskiej Kroniki Filmowej znany łódzki dziennikarz telewizyjny, nie żyjący już Wiesław Machejko.
- Artyści zapoznali się z budowanym w niespotykanym tempie Centrum Zdrowia Matki Polki – informował Wiesław Machejko. - Wpisali się do koniki wydarzeń budowy szpitala.
Tego samego dnia brazylijscy aktorzy spotkali się ze swymi wielbicielami. W łódzkiej Hali Sportowej zebrało się 10 tysięcy ludzi. Na tym spotkaniu Rubens de Falco, czyli serialowy Leonsio oraz Isaura przekazali wpłatę na budowę szpitala wypracowaną przez pracowników Komitetu ds. Radia i Telewizji....
Leczył Kaszpirowski i Harris
W latach osiemdziesiątych hala sportowa gościła różnych uzdrowicieli. Między innymi słynnego Anatolija Kaszpirowskiego. Przyjechał do łódzkiej hali dwa razy – w 1988 i 1992 roku. 68-letnia Jolanta Śmiechowska, emerytowana księgowa, dobrze pamięta tę pierwszą wizytę uzdrowiciela z Rosji, a w zasadzie wtedy jeszcze ze Związku Radzieckiego.
- Mam od lat kłopoty ze zdrowiem – opowiada. - Z kręgosłupem, żołądkiem. Kaszpirowskiego wcześniej znałam z telewizji. Gdy dowiedziałam się, że przyjeżdża do Łodzi to postanowiłam pójść na spotkanie. Okazało się, że nie prosto było znaleźć bilet. Pomógł mi szwagier. Zawiózł nas nawet do hali. Mnie i moją mamę, która miała kłopoty z nogami.
Jolanta nie zapomni, że siedziała w tłumie, na widowni hali. Kaszpirowski zajął miejsce na scenie. Siedziała tak daleko, że nawet go dobrze nie widziała. Ale tak, jak w telewizji, zaczął liczyć: jeden, dwa, trzy...dziesięć.
- Koło mnie i mamy siedziała młoda dziewczyna – wspomina Jolanta. - W pewnym momencie podczas tego liczenia osunęła się z krzesełka, ludzie zaczęli ją cucić. Tak widać to przeżyła. Na mnie i na mamę nie podziałało...Nie pomogło w naszych kłopotach zdrowotnych.
Jolanta w swym życiu była dwa razy w hali sportowej. Drugi raz też na spotkaniu z uzdrowicielem. Tym razem słynnym Clive Harrisem.
- Wedy nie siedzieliśmy na widowni – opowiada. - Stało się na płycie, podchodziło do Harisa, wcześniej oddawało karteczkę. Pisało się na niej co komu dolega. .Głowa, noga, żołądek. On dotykał to miejsce. Po tej wizycie moje zdrowie też się nie poprawiło. Postanowiłam już nie korzystać z usług takich uzdrowicieli. Ale więcej też nie byłam w hali sportowej.
W hali swe pokazy dawała rewia na lodzie „Holiday on Ice”. Przez miesiąc stacjonował też w niej szwedzki cyrk. Jego występy obejrzało 300 tysięcy ludzi.
"Rockowisko", a potem targiLata osiemdziesiąte kojarzą się nie tylko łodzianom z „Rockowiskiem”. Składało się z dwóch części. W pierwszej odbywał się Przegląd Polskich Grup Rockowych, a potem koncert laureatów. Pierwsze łódzkie „Rockowisko” odbyło się pod koniec listopada 1980 roku. Zagrał wtedy między innymi będący u progu popularności „Maanam”, ale również „Krzak”, „Kombi”, „Kasa Chorych”. W następnym roku łódzka hala zapełniła się do ostatniego miejsca, by podczas „Rockowiska” obejrzeć między innymi „Perfekt”, „Turbo”. „Dżem” czy TSA.
- Byłem „Rockowisku” w naszej starej łódzkiej hali - wspomina Piotr Kamiński, łódzki inżynier. - Miałem wtedy 16 lat i poszedłem do hali razem z kolegą z liceum. Był to pierwszy taki mój koncert. Nie zapomnę tego ścisku, falującego tłumu i zapalonych zapalniczek przy „51” TSA. Potem mieliśmy kłopoty, by wyjść z hali, taki był ścisk.
W 1973 roku Halę Sportową odwiedzili nie tylko wielbiciele motoryzacji, ale także ci, którzy chcieli po prostu wreszcie kupić sobie auto. Na dodatek polskie. Odbyła się wtedy łódzka prezentacja fiata 126 p. Do hali przyszły tłumy łodzian, którzy przyglądali się polskiemu cudowi techniki, a jednocześnie ustawiali się w kolejce, by złożyć przedpłatę na „malucha”.
Hala była też świadkiem wydarzeń politycznych. Jesienią 1980 roku, niedługo po pamiętnym sierpniu, do Łodzi przyjechał Lech Wałęsa. Stał na balkonie znajdującej się w hali restauracji i pozdrawiał zgromadzony przed nią tłum łodzian.
Już w 1987 roku po raz pierwszy w hali zorganizowano targi, które zdominowały jej działalność w latach dziewięćdziesiątych. Można powiedzieć, że była wtedy sercem targowej Łodzi. Wtedy też w 1991 roku przestało działać lodowisko.
- Potem stała się miejscem, gdzie swoje mecze rozgrywali siatkarze – mówi Sebastian Glica. - Rozgrywano w niej mecze Ligi Światowej. Z czasem zaczęli w niej występować siatkarze Skry Bełchatów. Choć istniała już Atlas Arena to dalej woleli grać w starej, łódzkiej hali.
Wielu łodzian nazywa jeszcze dziś hale Pałacem Sportu. Sebastian Glica wyjaśniał, że pewnie brało się z tego jakim szacunkiem mieszkańcy Łodzi obdarzali ten obiekt. Cieszyli się, że w ich mieście jest taka piękna hala.
Dziś blisko 70-letnia hala ma za sobą lata świetności. Można w niej organizować tylko imprezy, które pomieszczą nie więcej niż 300 widzów. Straszą drewniane, za ciasno ustawione krzesła.